Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Akceptuję
25 Styczeń 2014

Komentarzy

4
 Styczeń 25, 2014
 4

Praca tłumacza wymaga ponadprzeciętnych umiejętności językowych, lingwistycznej erudycji oraz bogatej wiedzy specjalistycznej.

Z roku na rok jestem coraz lepszy

Z każdym rokiem podejście profesjonalisty do tłumaczenia zmienia się, ponieważ wzbogaca się wiedza, umiejętności, jakość warsztatu. Tłumaczenie, które wykonane było rok temu, dziś wykonalibyśmy lepiej. Każde nowe zadanie to szansa na zdobycie nowej wiedzy, poszerzanie zasobu słownictwa i translatorskich umiejętności.

Język to nie wszystko

Perfekcyjna znajomość języka obcego nie gwarantuje tego, że będziemy dobrym i rozchwytywanym tłumaczem. Poza perfekcyjną znajomością języka obcego należy posiadać także zdolności redaktorskie, specjalizację w konkretnej dziedzinie, zdolności marketingowe, umiejętność skutecznej reklamy i pozyskiwania nowych klientów.

Cierpliwość, skrupulatność, nieustanne pozyskiwanie wiedzy

Wykonując każde tłumaczenie należy dawać z siebie 100%, ponieważ nawet najmniejszy błąd może spowodować zmianę kontekstu tekstu, a co się z tym wiąże, tekst przetłumaczony będzie rozumiany zupełnie inaczej, niż tekst oryginalny, co może mieć bardzo poważne konsekwencje, także finansowe.

Praca pod presją czasu

Tłumacz, musi umieć stawać na wysokości zadania, czyli podejmować się zleceń „tu i teraz”. Dlatego także i w tym zawodzie, umiejętność pracy pod presją czasu, odporność na stres znacznie ułatwiają wykonywanie powierzonego zadania.

Trudne początki

Ktoś, kto jest w stanie stwierdzić, że początki działalności tłumaczeniowej są usłane różami, jest szczęściarzem. W większości przypadków, takie historyjki należy włożyć miedzy bajki.

O trudnych początkach tłumacza literackiego opowiedziała na łamach czasopisma literackiego „Radar”, Marlis Lami. To tłumaczka zajmująca się głównie przekładem literatury polskiej na język niemiecki. Lami, jako niekwestionowany autorytet translatorski udowodniła, że dzięki uporowi i wierze we własne możliwości tłumacz jest w stanie odnieść sukces, nawet w tak niszowej, elitarnej, hermetycznej dziedzinie tłumaczeń literatury.

Początki bywają trudne, kiedy na początku lat 90-tych wspólnie z kolegami ze slawistyki zajęli się tłumaczeniami, wcale nie mieli zleceń. Tłumaczyli dla siebie. Ot – sztuka dla sztuki. Jako grupa oczytanych filologów, uświadomili sobie, że istnieje literatura, która choć posiada doceniane przez znawców walory, nie jest chętnie tłumaczona. Chodziło im przede wszystkim o literaturę rosyjską. Zaczęli tłumaczyć rosyjski dorobek literacki i sumiennie rozsyłać swoje przekłady do niemieckich wydawnictw z nadzieją znalezienia zainteresowanego. Niestety… Miesiące pracy nie dawały efektów. Rozmówczyni wspomina, że tłumaczyli dzieła takich autorów jak Gorin, Sadur, Palej (dziś to jedni z najczęściej tłumaczonych pisarzy rosyjskich).

Marlis Lami wchodzi w skład „zespołu tłumaczeniowego” funkcjonującego pod nazwą DaJa. W udzielonym wywiadzie uchyliła rąbka tłumaczeniowej tajemnicy, rozprawiając o technicznej stronie pracy nad tłumaczeniem tekstu literackiego w grupie. Członkinie DaJa z uporem maniaka walczyły nie tylko o zainteresowanie wydawnictw, ale także o stypendia, pozwalające na rozwój. Tłumacząc obszerne teksty, najczęściej dzieliły je na części, także ze względu na ograniczenia czasowe. Bez względu na język, każda członkini zespołu zobligowana była do przetłumaczenia 30-50 stron książki. Końcowym zadaniem było ujednolicenie stylu tekstu, za które odpowiedzialna była jedna osoba.Tłumaczka z chęcią opowiadała o blaskach i cieniach zawodu tłumacza, można odnieść wrażenie, że praca grupowa nad tekstem jest kreatywna i ciekawa. Często ze względu na specyfikę tekstu, tłumaczki celowo rezygnowały ze spójności. Dużą trudnością okazało się dostosowanie rosyjskich wyrażeń do niemieckiego stylu wypowiedzi.

Czynnikiem demobilizującym członkinie grupy tłumaczeniowej, na początku działalności były odmowy współpracy ze strony wydawnictw. Doszło do kolizji początkowego entuzjazmu z trudną rzeczywistością. Nastąpiło otrzeźwienie. „Na rynku nie ma na to miejsca”. Wierząc w swoje umiejętności, powoli zaczęły zdawać sobie sprawę, że tłumacząc dobrych autorów, poszerzając swoją działalność, kiedyś trafią w gusta rynku i wydawców. I tak małymi kroczkami, doszły tu, gdzie są teraz – szanowane tłumaczki literackie, wykładające na najlepszych europejskich uczelniach lingwistycznych, dumnie prezentujące swoje nazwisko na stronie tytułowej, ulubionej rosyjskiej książki.

Upór i wiara we własne możliwości doprowadziły je na sam szczyt

Lamis poruszyła także zagadnienie dalszego rozwoju swojego warsztatu. Tak. Nawet taka osobistość odczuwa potrzebę rozwoju swoich umiejętności. Zdecydowanie optuje za zespołową pracą tłumaczy, uważając ją za najbardziej efektywną i zorganizowaną Rozmówczyni swoją postawą, chce zaprzeczać opinii, jakoby tłumacz był w swojej pracy sam ze sobą. Dzisiejszy translator potrzebuje dobrego zespołu.  Jakże istotne w pracy w grupie jest to, że z przetłumaczonym tekstem, tłumacz nie zostaje sam na sam. To wtedy następuje bardzo ważna faza tłumaczenia – wymiany, interpretacji, rozmów. Tłumaczka uważa, że jedną z najlepszych dróg rozwoju jest właśnie swobodna wymania zdania miedzy tłumaczami co do rozumienia konkretnego fragmentu tekstu. To słynne „Ja rozumiem to zupełnie inaczej”, jest odzewem mającym ogromny wpływ na kształcenie umiejętności językowych.  To wspaniała lekcja interpretacji, którą notabene tłumaczenie jest. Refleksja nad własną interpretacją i stylem jest najlepszą szkołą argumentacji i przekonywania, co jak podkreślała rozmówczyni. jest kolejnym etapem doskonalenia zawodowych umiejętności.

Pytana o to, czego życzyłaby środowisku tłumaczeniowemu, odpowiedziała, że zlikwidowania hermetyczności, zwłaszcza w zakresie elitarnych, niszowych dziedzin. Mimo, że odwołała się do austriackiego środowiska tłumaczy wydaje się, że refleksja ta znajduje także zastosowanie na rynku polskim. Jak w każdym zawodzie, istnienie grupa „trzymająca władzę”, która nie dopuszcza adeptów do swojego środowiska.

Ten inspirujący przykład pokazuje, że droga tłumacza nie jest usłana różami. Umiejętność kreowania własnej ścieżki zawodowej, upór, dzielenie trosk i obaw z innymi tłumaczami pozwala odnieść sukces. Jeżeli robi się to, co się kocha, warto walczyć do samego końca. Ona walczyła i wygrała. Dlaczego teraz miałoby być inaczej?

  • Artelka27

    Ciekawa historia dotycząca początków w branży wspomnianych tłumaczy. To ważne aby mimo trudności i niepowodzeń nie tracić wiary w siebie, swoje możliwości i umiejętności. Młodzi ludzie zazwyczaj często się zniechęcaj a porażki tylko niszczą ich motywację. Tak nie powinno być. W tym przypadku warto zwrócić się do osób, które odnalazły się w branży – to na pewno wzmocni.

  • Milijka1234

    Inspirujący artykuł. Pokazuje ile znaczy wiara w siebie i pasja. To powinno być obowiązkową lekturą dla startujących tłumaczy, a także osób w zawodowym dołku, wypalonych po kilku czy nawet kilunastu latach pracy w zawodzie.

  • AndrzejS

    Żadna droga nie jest usłana różami. Talent to jedynie 10% reszta to ciężka systematyczna i konsekwentna praca. Aby coś osiągnąć nie ma siły – trzeba się spiąć w sobie, czasem zacisnąć zęby i iść nie zważając na przeciwności losu.

  • Beata WP

    Dużo ludzi właśnie popełnia błąd, myśląc, że spokojnie wystarczy im znajomość języka. Prawda, jest taka, że ten aspekt zawsze mogą szlifować, ewentualnie wspomóc się słownikami i programami a inne umiejętności są na wagę złota.