Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Akceptuję
23 Maj 2014

Komentarzy

4
 Maj 23, 2014
 4
Kategoria O tłumaczeniach

Polski rynek tłumaczeniowy powstał w wyniku naturalnych przemian jakie miały miejsce na przełomie lat 80. i 90. PRL przestał istnieć, a granice naszego państwa z Europą Zachodnią stały się jakby mniej zauważalne. Z oczywistych względów ludzie zaczęli interesować się tym, co jeszcze do niedawna stanowiło tajemnicę. Tylko nieliczni bowiem mieli okazję zobaczyć w czasach komuny Republikę Federalną Niemiec czy Francję. Większość z nas nie miała po prostu pieniędzy na wojaże albo wyjazd za granicę utrudniały władze ludowe. Po rozpadzie Związku Republik Radzieckich i przemianie ustrojowej w Polsce, Europa mogła w końcu odetchnąć dwoma płucami.

My natomiast zachłyśnijmy się zachodem – modą, produktami, muzyką, kulturą no i oczywiście językiem. Nagle zdaliśmy sobie sprawę, że oprócz znajomości języka ojczystego nie wiemy nic o angielskim, włoskim, francuskim czy niemieckim. Co prawda spory procent obywateli znał język rosyjski, ale nasi rodzice i dziadkowie uczyli się go wręcz na siłę, od niechcenia – jeszcze kilkadziesiąt lat temu był on obowiązkowym językiem w szkołach.

Prawdziwy boom na naukę języków obcych rozpoczął się na początku XXI wieku. Dla dzieci wprowadzono godziny nauki angielskiego i niemieckiego, potem formułę rozszerzono na np. francuski czy hiszpański. Dzisiaj to nasi milusińscy decydują, jakiego chcą się uczyć języka/języków, który zdają później na egzaminie gimnazjalnym lub na maturze. Na polskim rynku zadomowiły się za to biura tłumaczeń, które świadczą bogate usługi z zakresu przekładów tekstów z języka obcego/na język obcy. Większość z nich funkcjonuje bardzo dobrze i spełnia nawet największe oczekiwania swoich klientów, a właścicielom przynosi oczekiwane zyski. Nie ma już chyba języka, na którego nie zdołaliby przetłumaczyć nasi translatorzy. W branży działają bowiem specjaliści od arabskiego, chińskiego, wietnamskiego, japońskiego i innych egzotycznych języków. Dodatkowo w firmach pracują wyszkoleni i w pełni profesjonalni pracownicy, którzy znają się w takich dziedzinach jak: technika, prawo, medycyna, informatyka i wielu innych. Wszystko to, co wpływa na dobre prosperowanie biura tłumaczeń to praca wszystkich, którzy to biuro tworzą – a więc ludzi. Najważniejszym czynnikiem, który gwarantuje sukces jest też oczywiście jakość tłumaczeń oraz jakość oferowanych usług. Bez tych dwóch elementów nie da się dzisiaj zrobić kariery i co ważne – zarobić dużych pieniędzy.

Skoro już o tym mowa: zyski są wtedy, kiedy zadowolony klient wraca do biura tłumaczeń w którym ostatnio zlecał zadania do wykonania. Jeszcze lepiej gdy przyprowadzi ze sobą znajomego jako klienta. Dzięki temu tworzy się swego rodzaju siatka – szereg połączeń, który napędza tłumaczeniowy biznes. W tym przypadku największą rolę odgrywają znajomości. Zadowolony klient wraca do domu i najczęściej pokazuje otrzymane tłumaczenie rodzinie oraz swoim bliskim. Ci natomiast zapamiętują nazwę biura, które wydało ową pracę i w razie potrzeby na pewno zwrócą się do niego z pomocą. Cały proces przypomina kulę śniegową – na początku lepimy małą kulkę i zaczynamy ją turlać po zasypanej śniegiem ziemi. Z czasem z małej piłeczki powstanie całkiem pokaźnych rozmiarów kula, a jeżeli jeszcze włożymy trochę wysiłku, przed nami wyrośnie olbrzymi obiekt. Jaki płynie z tego morał? Na sukces trzeba sobie zapracować oraz musimy cierpliwie czekać na efekty.

Nie ulega wątpliwości, że biuro tłumaczeń prosperuje, kiedy ma klientów. Ta zasada tyczy się z resztą większości dzisiejszych przedsiębiorstw. Nikt przecież nie pracuje tylko dla siebie i własnego zadowolenia, ale daje ludziom jakiś efekt pracy. Piekarz wyrabia chleb, dziennikarz informuje opinię publiczną, piłkarz daje chwile radości kibicom, a tłumacz pomaga klientom dzięki translacji nawet najtrudniejszych tekstów. Nie ma co ukrywać, większość przedstawicieli branży tłumaczeniowej opiera się bądź co bądź na starym polskim porzekadle: „Klient nasz pan”. Pomimo tylu lat ma ono dalej swoje zastosowanie i będzie aktualne dopóki człowiek nie wymyśli niczego lepszego niż kapitalizm. Opierając się więc na tej zasadzie każda profesjonalnie przygotowana firma, która prosperuje na rynku już od kilku lat ma własne wypracowane metody swojej pracy.

Do tego dochodzą jeszcze:

  • Strategie rozwoju – a więc plany, dzięki którym firma będzie lub już wiedzie prym w branży. Każde biuro powinno obrać sobie swój niepowtarzalny sposób na sukces. Dzięki temu na pewno zostanie zauważone przez klientów;
  • Zarządzanie pracownikami – dobry szef firmy nie wydaje tylko poleceń na lewo i prawo, ale też zna możliwości i umiejętności swoich podwładnych. Wie na co ich stać i czego potrafią dokonać. Ważne jednak, by potrafił wykorzystać talenty znajdujące się w jego biurze. Dobry pracownik to nie ten, kto haruje jak wół od rana do zmierzchu, ale który potrafi zdziałać cuda dobrze się przy tym bawiąc i ciesząc z swojej pracy.
  • Źródła – a więc wspomniani wcześniej klienci tworzący siatkę kontaktów. Właściciele biur tłumaczeniowych bardzo często nawiązują kilkanaście bliższych relacji ze swoimi klientami. Dzięki temu nie tylko tworzą pozytywny wizerunek swoich firm, ale reklamują je poprzez bezpośredni kontakt – i to za darmo!

W nawiązaniu do ostatniego podpunktu przechodzimy do jednej z tajemnic polityki każdego biura tłumaczeń. Rozsądny szef prowadzi bowiem tzw. „reklamę szeptaną”, która napędzą tłumaczeniową machinę. Być może będziemy się powtarzać, ale to co piszemy w tym artykule stanowi swoistą istotę odpowiedzi na pytanie: „skąd biura tłumaczeń biorą zlecenia?”. Otóż opinia osoby, która skorzystała z usług danej firmy i jest z niej zadowolona – to najlepsza reklama i co najważniejsze gwarancja jakości. Nie ma co się oszukiwać: dla większości biur tłumaczeń pierwszym i najważniejszym źródłem zleceń jest właśnie pozytywna opinia klientów wędrująca z ust do ust. Jednakże, zauważamy też coraz ważniejszą rolę internetu oraz nawiązywania kontaktów poprzez drogę elektroniczną (e-mail, facebook i inne portale społecznościowe). Mało tego, biura tłumaczeń zaczęły się ogłaszać na stronach internetowych, witrynach oraz portalach. Odwiedzający stronę użytkownicy mogą często posiłkować się opiniami osób, które skorzystały z usług biura, tym samym tworzy się kolejne, bardzo ważne źródło zleceń w biurze tłumaczeń.

Kolejnym ważnym czynnikiem, który napędza pracę i ilość zleceń jest oczywiście współpraca biur z zagranicznymi firmami, koncernami, instytucjami państwowymi, administracją państwową. Także i w przypadku biura tłumaczeń sprawdza się stara zasada biznesu, że jeżeli coś jest dobre, wysokiej jakości to klientela tylko z małą pomocą marketingową sama się pomnaża. Pamiętajmy jednak, że cały czas trzeba trzymać rękę na pulsie. Czasem wystarczy bowiem popełnić jeden mały błąd by osiąść na mieliźnie. Gorzej, jeżeli uderzyliśmy w skały znajdujące się pod wodą, a więc nawet nie zauważyliśmy czyhającej na nas przeszkody.

  • buffy99

    Internet daje bogatą ofertę zleceń. Ogłoszenia w serwisach w różnych działach i przede wszystkim polecenia znajomych załatwiają nam kolejne możliwości pracy. I rzeczywiście warto pomyśleć o współpracy z zagranicznymi firmami, to naprawdę dobra opcja.

  • AndrzejS

    O, to prawda. Trzymać rękę na pulsie. Swoją drogą ciekawe w jaki sposób można zakręcić się wokół współpracy z instytucjami państwowymi, bo to mimo wszystko jakiś element budżetówki. Ogłoszeń na stronach ministerstwa nie widzę w tym zakresie, więc jak?

  • margolettka

    Myślę, że warto zakręcić się właśnie tak jak autor pisze, przy różnych koncernach, ale i także lokalnych formach, które eksportują towar lub współpracują z zagranicznymi firmami czy instytucjami. Na pewno nikt sam bez naszego zaangażowania do nas nie przyjdzie.

    • Celina G.

      Do tego potrzeba kontaktów, zatem musi mieć oczy dookoła głowy, uważnie obserwować i patrzeć, myśleć co może przynieść czy jaką korzyść może dać nam znajomość z daną osobą.