Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Akceptuję
20 Styczeń 2014

Komentarzy

5
 Styczeń 20, 2014
 5

Jak Cię widzą, tak Cię piszą – te przysłowie nigdy się nie zestarzeje. Reklama firmy czy instytucji zaczyna się tak naprawdę od samego człowieka: jego wizerunku, sposobie mówienia, mimiki, gestach, a przede wszystkim czynach. Czasem wystarczy jeden błąd, by nasz wizerunek uległ przeinaczeniu. Dlatego tak ważne jest opanowanie zasad savoir-vivre – swoistej etykiety, zwłaszcza jeżeli przebywamy za granicą. Dzisiaj skupimy się na żartobliwie określanej „drugiej Polsce”, czyli Wielkiej Brytanii. 

Brytyjczycy znani są z wyszukanych manier, popołudniowej herbaty oraz dosyć oryginalnego jadłospisu (np. frytki z octem). Jadąc na wyspy musimy znać kulturę i sposób zachowania u np. Anglików. Brak posiadanej przez nas etykiety może zostać odebrany jako nietakt, faux-pas albo nawet nieposzanowane obowiązującej kultury. W tym momencie nasze relacje biznesowe ulegają utrudnieniu, pomimo nawet tego, że język angielski znamy „na perfekt”. Jak ustrzec się gafy? Co zrobić, by angielski rozmówca był pod wrażeniem naszej osoby? Wystarczy zastosować się do kilku porad:

1. Powitanie

Od tego zaczyna się angielski savoir-vivre. W przeciwieństwie do polskich zwyczajów, na wyspach podaje się rękę tylko przy pierwszym spotkaniu i przy pożegnaniu, kiedy rozmówcy nie będą się widzieli dłuższy czas. Jeżeli chodzi o relacje damo-męskie, jako pierwsza rękę powinna podać kobieta. Dopiero wtedy mężczyzna może wykonać ruch.

Brytyjczycy „zaprogramowani” są na witanie z osobami nawet nieznajomymi. Nie powinniśmy się zdziwić, kiedy przebywając np. w Londynie usłyszymy od wielu przypadkowych przechodniów albo sklepikarza pytanie: „How do you do?”. Najlepiej wtedy odpowiedzieć: „Fine, thank you”, a następnie zwrócić się do rozmówcy: „And yourself?”. Wyspiarze traktują tego typu relację jako znak wysokiej kultury osobistej.

Z kolei, gdy usłyszymy na powitanie: „How are you?”, odpowiedzmy: „Not to bad”. Mieszkańcy Wielkiej Brytanii w przeciwieństwie do Polaków nie mają natury do narzekania, a już zwłaszcza na początku rozmowy. Uwaga! Pod żadnym pozorem nie witajmy się: „Hello”. Słowo to przypłynęło ze Stanów Zjednoczonych, a Anglicy wolą posługiwać się rodzimymi zwrotami.

2. Gesty

Powinniśmy mieć na uwadze to, że czasem nie warto nadmiernie wymachiwać rękami. Jako nietakt uchodzi wskazywanie kogoś lub czegoś palcem. Lepiej w tym momencie posłużyć się głową – dosłownie. Jeszcze gorzej wyjdziemy, jeżeli będziemy chcieli powtórzyć gest zwycięstwa Winstona Churchilla. Pamiętajmy, że były premier Wielkiej Brytanii pokazywał „V” wewnętrzną stroną dłoni w kierunku ludzi. Jeżeli zrobimy to odwrotnie, to tak, jakbyśmy komuś powiedzieli „Fuck you”.

Anglicy w przeciwieństwie do Amerykanów podczas rozmowy nie trzymają rąk w kieszeniach. Jest to gest nieposzanowania dla drugiej strony i po prostu jesteśmy niegrzeczni.

3. Z wizytą w brytyjskim domu

Mieszkańcy Wielkiej Brytanii nie często zapraszają gości do swoich domów. Kiedy już to robią możemy uznać się za szczęściarzy i osoby wyróżnione. Wizyta w brytyjskim domu również kieruje się ustalonymi zasadami. Po pierwsze: pamiętajmy o eleganckim ubiorze. Po drugie: musimy być punktualni! Po trzecie: na wyspach panuje zasada, że nigdy nie przynosimy prezentów, które przekroczyły kwotę 15 funtów. Brytyjczycy są skrępowani widząc drogi upominek.

Zasiadając przy stole trzymamy ręce na kolanach i czekamy aż zostanie podane nam dane. Jako pierwszemu jedzenie jest przynoszone gospodarzowi domu. W dalszej kolejności porcje stawia się wg ważności osób. W Polsce za dobry zwyczaj uchodzi chwalenie przyrządzonych potraw. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w Wielkiej Brytanii, gdzie przy stole nie mówi się w ogóle o jedzeniu, ani nie chwali gospodyni i jej pracy włożonej w kuchni. Nasze zadowolenie pysznym jedzeniem możemy jednak wyrazić w inny sposób. Jeśli chcemy dokładki mówimy: „Thank you”.  Jeżeli czujemy się już syci oznajmiamy: „No, thank, you”.

Ciekawostka: jedzenie zupy w Anglii wygląda trochę inaczej niż w naszym kraju. Tam wkładamy łyżkę do ust bokiem, a nie jak na kontynencie – czubkiem.

4. Czego nie wolno nam mówić?

Brytyjczycy znani są na świecie z poczucia humoru. Kto oglądał z nas „Latający cyrk Monty Pythona” wie, do jakich żartów są zdolni mieszkańcy wysp. Potrafią śmiać się sami z siebie – gorzej, jeżeli żartują z nich obcokrajowcy. Dlatego też powstrzymajmy swoje uwagi na temat krążących stereotypów o Brytyjczykach, nawet kiedy chcemy powiedzieć o nich żartem. Broń boże nie zadawajcie im pytań odnośnie ruchu po lewej stronie drogi, dlaczego mierzą odległości w milach albo sprzedają mleko na pinty. Jeżeli chcemy żyć z nimi w zgodzie, lepiej omijamy te tematy.

Jadąc na wyspy musimy też pamiętać o jednej, zasadniczej rzeczy: Wielka Brytania dzieli się na Walię, Szkocję i Anglię. Jeśli przez pomyłkę nazwiemy np. Walijczyka Anglikiem, to popełnimy sporego kalibry gafę, a nasz rozmówca może się obrazić. Najbezpieczniej będzie, jeżeli będziemy się posługiwali słowem „Brytyjczyk”.

Nie należy się też pytać czym się dana osoba zajmuje i ile zarabia w pracy. Nieprzychylnie są odbierane tematy polityczne i religijne. Pogadać zawsze można o pogodzie, sporcie, rodzinie królewskiej czy plotkach.

5. Co powinniśmy mówić i robić?

Chyba żaden inny naród na świecie nie „przeprasza siebie” jak właśnie w Wielkiej Brytanii. Słowo „I’m sorry” pada tam nad wyraz często, przy różnych sytuacjach jak np. przy przypadkowym szturchnięciu. Ważne jednak jest to, aby przepraszać z uczuciem w głosie. Nigdy nie przepraszajmy  niedbale, na odczepnego, bo będzie to brzmiało jakbyśmy w ogóle nie chcieli przepraszać.

Drugim słowem wypowiadanym jak mantra jest „Thank you”. Wymawiajmy je z prawdziwą wdzięcznością, radością w głosie. Czasem warto dodać też zdumienie podczas nieoczekiwanej uprzejmości ze strony gospodarza. Nauka tych dwóch zwrotów nie stanowi dla obcokrajowca wielkiej trudności, a w oczach Brytyjczyka na pewno zyskamy.

W tym miejscu warto pomówić o prostych, ale niezwykle ważnych czynnościach, które znane są też w Polsce. Za oczywiste uznaje się przytrzymywanie drzwi do sklepu, przychodni lekarskiej lub do innego budynku. Brytyjczycy za obowiązek uznają pomoc dla matki z dzieckiem w wózku, przed która piętrzą się schody. Podobnie rzecz wygląda z osobami niepełnosprawnymi na wózku inwalidzkim. Za pomoc podziękują, a my odpowiadamy „You welcome” albo „No trouble”.

Być jak angielski gentleman

Wymieszanie kultur w Wielkiej Brytanii pociąga niestety pewne zagrożenie – młodzi Brytyjczycy nie przywiązują już takiej uwagi do tradycji, przyzwyczajeń, zasad jak to miało miejsce w zamierzchłych czasach. Powoli zanika też pojęcie angielskiego gentlemana – uprzejmego jegomościa z wysoką kulturą osobistą.

Z drugiej strony, my jako Polacy stoimy przed nie lada szansą przypomnienia na wyspach namiastki angielskiej dostojności. Kierując się powyższymi zasadami tylko zyskamy – przede wszystkim na wizerunku swoim i firmy jaką prezentujemy. Być angielskim gentlemanem to sztuka, której opanowanie przyniesie sukces.

  • Amora44

    Wielka Brytania to teraz między innymi emigranci. Mnóstwo Polaków, Jamajczyków, Hindusów – wszystkie kolory świata 🙂 i trzeba liczyć się z tym, że niedługo to oni będą dyktować etykietę biznesową, bo z biednej klasy średniej będą w końcu chcieli się wybić, przynajmniej ci ambitniejsi.

  • AndrzejS

    O tak, to prawda. Cały czas można słyszeć tam „proszę, przepraszam, dziękuję, proszę, przepraszam, dziękuję…” i tak w kółko. Gorzej z tym u młodzieży, jednak taka podstawowa etykieta życia codziennego jest zachowywana. Zresztą bardzo mile słucha się tych słów, jeśli dołączymy do tego charakterystyczny angielski akcent 🙂

  • Milijka1234

    U nas niestety pomoc dla drugiej osoby w miejscach publicznych zanika. Widzimy, że autentycznie ktoś potrzebuje naszej pomocy, ale jesteśmy na to obojętnie i tylko patrzymy, czy może sobie poradzi. Jedynie starsi ludzie zareagują, ci młodsi niestety bardzo rzadko.

    • baśkaogórkowicz

      Nie ma co się dziwić, jeśli za pomoc można nawet oberwać. Chcesz pomóc w zakupach, to zostaniesz podejrzany o bycie złodziejem, chcesz ustąpić miejsca kobiecie, to ta wyzwie cię do szowinistów. To nie wzięło się z powietrza, świat wariuje.

  • czesia j.

    Mi też nie podoba się rozpoczynanie rozmowy zwrotem „Hallo” Nie miałabym ochoty, żeby ktoś po polsku witał się ze mną po prostu od tak „cześć”. Do obcej zwłaszcza osoby trzeba się zwracać z szacunkiem, a to tego oznaką nie jest.