Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Akceptuję
22 Lipiec 2014

Komentarzy

5
 Lipiec 22, 2014
 5
Kategoria O tłumaczeniach

Transformacja ustrojowa w 1989 roku przyniosła w naszym kraju wiele ważnych zmian. Polską przestała rządzić jedna partia, wprowadzono urząd prezydenta państwa, gospodarkę ukierunkowano na wolny rynek oraz zniesiono cenzurę, która blokowała każdą wolną myśl i słowo. Obywatele mogli odetchnąć z ulgą – po raz pierwszy od dłuższego czasu można było swobodnie rozmawiać o tematach, których nie można było wspominać w miejscach publicznych. W ludziach obudziła się smykałka do robienia interesów, a zwykli Polacy mogli przez przeszkód przekroczyć zachodnią granicę i podróżować o całej Europie.

Przemiana ustrojowa zrodziła w nas przekonanie, że to my jesteśmy teraz w pełni odpowiedzialni za nasz kraj. Wystarczyła chwila, by na nogi stanął sektor prywatny złożony z setek przedsiębiorstw. Jedne wytrzymały próbę czasu i zajmują dzisiaj na rynku pozycję gigantów. Drugie odeszły w zapomnienie lub stały się częścią potężnych zagranicznych spółek.

Oczywiście nie wszystko poszło po naszej myśli – nadal zmagamy się z wieloma patologiami związanymi z ubezpieczeniami społecznymi czy skłonnością polskich polityków do przekrętów i matactw. Jeszcze wiele nam brakuje by osiągnąć choćby poziom naszych sąsiadów – Niemiec. Nasz kraj aktualnie zmaga się np. z rosnącym bezrobociem i masową emigracją młodych Polaków zagranicę. Społeczeństwo się starzeje, a dzieci jest coraz mniej.

Jednakże nie zapominajmy o tym, że to my mamy wpływ na swoją przyszłość. Dzięki naszym głosom politycy zasiadają w sejmowych ławach i powinni nam być wdzięczni za okazane zaufanie. Jeżeli czujemy się lekceważeni przez klasę polityczną, powinniśmy ich rozliczyć przy następnych wyborach do parlamentu. Tym właśnie wyróżnia się demokracja od ustroju socjalistycznego – mamy wybór.

Analogiczną sytuację możemy też zauważyć na polskim rynku. Jeżeli nie podobają nam się usługi jednej firmy – odpycha nas obsługa, zapłaciliśmy stanowczo za zlecenie stanowczo za dużo, to kierujemy się do konkurencji. Tak działa gospodarka wolnorynkowa, która swoje istnienie zawdzięcza głównie zwykłym obywatelom. Zasady są te same: wygrywa ten, kto potrafi przebić się z produktem lub usługą, wie jak sprzedać swój pomysł i otrzymać za niego pieniądze. Te z kolei posłużą w części jako dobra inwestycja do rozwoju firmy czy przedsiębiorstwa. Koło się zamyka.

W wyścigu po klienta wystartowały także instytucje zajmujące się translacją tekstów. Biura tłumaczeń bo o nich mowa, zadomowiły się w Polsce tuż po 1989 roku. Był to odzew na zmiany wynikające przede wszystkim z transformacji ustrojowej. Przed tymi przemianami działalność biur tłumaczeń nie była potrzebna – ustrój opierał się bowiem głównie na gospodarce socjalistycznej czyli skupionej jedynie na sobie.

Owszem istniał eksport produktów i artykułów spożywczych, ale wędrowały one jedynie za wschodnią granicę – do Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Mało popularne były wszelkiego rodzaju kontakty zagraniczne z państwami Starego Kontynentu, a jeżeli ktoś takie miał, to nie chwalił się tym za bardzo. Ówczesne władze traktowały zachodni świat jak wrogów oraz przeciwników równości klas społecznych. Jeśli komuś przez przypadek wypsnęło się słowo na temat zagranicznych wojaży, mógł ściągnąć na siebie uwagę aparatu bezpieczeństwa. To mogło przynieść nieoczekiwane, zazwyczaj smutne konsekwencje.

Jeżeli już uczono się języka obcego, to w grę wchodził tylko rosyjski. Jego nauka rozpoczynała się od szkoły podstawowej i była kontynuowana przez praktycznie wszystkie szczeble edukacji. Większość dzieci i młodzieży niechętnie przystępowała do lekcji języka rosyjskiego. Niestety – nauka angielskiego, francuskiego, włoskiego czy nawet niemieckiego nie wchodziła nawet w rachubę. Była po prostu zabroniona przez władze. Być może działały już wówczas pierwsze agencje tłumaczeniowe, które miały charakter podziemny, jednak nie ma o nich żadnej wzmianki w dokumentach.

Wiemy za to, kiedy powstało pierwsze w pełni legalne biuro tłumaczeń. Jak łatwo się domyślić, otwarcie nastąpiło w 1991 roku – na początku kształtowania się zarówno nowego typu gospodarki jak i prawideł ustroju kapitalistycznego. To było dopiero przedwiośnie, liczba biur z roku na rok stale się powiększała. Firmy na początku oferowały jedynie podstawowe usługi i działały często bez profesjonalnego warsztatu pracy. Dzisiaj natomiast możemy wybrać bogate pakiety wraz ze zniżkami, promocjami i rabatami dla stałych klientów.

Choć ustrój kapitalistyczny za podstawowy wyznacznik swojego bytu uznaje własność prywatną i wyzbywa się myślenia typowo socjalistycznego, to w świadomości wielu naszych obywateli nadal funkcjonuje mentalność poprzedniego systemu. Tymczasem nowy typ gospodarki wymusił na Polakach szukanie nieznanych dotąd źródeł dochodów, oraz kontaktów. Na szczęście na początku XXI wieku do gry wszedł internet i wszystkie dobrodziejstwa z nim związane.

Zanim jednak podłączyliśmy się do wirtualnego świata, zaczęliśmy powoli odszukiwać się w nowej rzeczywistości. Polacy otworzyli się dla siebie samych i Europy. Przedsiębiorcy zaczynali poszukiwać zagranicznych kontrahentów, problem w tym, że mało kto znał wtedy język angielski, niemiecki czy francuski. Ich znajomość okazała się szalenie przydatna podczas zawierania umów z obcojęzycznym partnerem biznesowym. Wszystkie omówione czynniki stały się istotnym komponentem tworzenia się fundamentów rynku biur tłumaczeń w Polsce.

Choć pierwsze tego typu firmy powstały dopiero w 1991 roku, to jednak prawdziwy rozkwit biznesu tłumaczeniowego obserwujemy po roku 1997, kiedy to polska gospodarka nabrała oczekiwanego rozmachu. Kilkanaście lat później wstępujemy do Unii Europejskiej, a nasze kontakty z zagranicą nabrały jeszcze większego rozpędu. Potrzebowaliśmy i nadal potrzebujemy Zachodu – ten z kolei potrzebuje nas. Zaczęliśmy ponadto podróżować po świecie, zwiedzać wszystkie jego zakątki i poznawać różnorodną kulturę Starego Kontynentu. Znajomość języka angielskiego czy niemieckiego stanowi dzisiaj absolutną podstawę, którą przekazuje się dzieciom i młodzieży.

Zasada wolnego rynku, handlu, wyboru miejsca nauki i pracy spowodowała nasilenie się potrzeb Polaków w zakresie tłumaczeń, zarówno zwykłych jak i uwierzytelnionych. Tendencja ta ani na chwilę nie straciła na swojej sile. Pomimo tego, że wielu z nas potrafi się posługiwać jednym językiem obcym, wolimy polegać na usługach profesjonalnych biur tłumaczeniowych.

W tym miejscu warto dodać, że w 2014 roku wybiło 25-lecie odzyskania pełni wolności i swobód obywatelskich. Teraz dopiero zdajemy sobie sprawę ile lat już upłynęło od czasu obalenia komunizmu w Polsce. Podobny jubileusz będą za dwa lata obchodziły założone w 1991 roku pierwsze biura tłumaczeń. Nie spodziewamy się jednak fajerwerków i tortu urodzinowego – wszak ktoś przecież musi cały czas czuwać nad tysiącami polskich klientów.

  • Amanna645

    I nic dziwnego, że mimo znajomości języków obcych to w poważniejszych sprawach wolimy zasięgnąć po usługę tłumacza. Zawsze panuje przekonanie, że taki człowiek zrobi to od nas po prostu lepiej, bo jest zawodowcem i język biegle zna.

  • Amira88

    Też nie przesadzajmy z tą transformacją. Tłumaczeń dokonywano profesjonalnie w Polsce wcześniej, lecz nie w charakterze prywatnej działalności gospodarczej. Przecież w PRL-u też ludzie jakieś języki znali. To prawda, że sam rodzaj firmy jako biuro tłumaczeń pojawił się dopiero w latach 90. jednak samych tłumaczy mieliśmy w Polsce dużo wcześniej.

    • Milijka1234

      Jednak sama przyznasz, że jest różnica pomiędzy działalnością tłumaczy dziś, czyli po 89 r., a działalnością przed tym rokiem. Dziś rynek tłumaczeń to przede wszystkim prywatne firmy, a to właśnie te są owocem dzisiejszych czasów.

  • jagooda

    To prawda, że angielski jest teraz podstawą w edukacji dzieci. Może też dlatego tak ciężko było mi się do niego zmotywować. Chętnie uczyłam się francuskiego, czy innych niepopularnych języków. To miało swoją magię. Natomiast ten angielski był tak wciąż wałkowany, że już nie mogłam go znieść.

    • Baśka

      Gdyby szkoła naprawdę uczyła angielskiego, to każdy po skończeniu szkoły średniej mówiłby wręcz biegle. Jak jest w rzeczywistości to każdy wie. Po tych niekiedy 12 latach nauki, mówi się co najmniej średnio.